2005-05-06 15:20:28 >> KONIEC JEDNEGO JEST POCZĄTKIEM DRUGIEGO"Pieprzone trolle, haha!". "A mówiłem.. mówiłem, jestem niepokonany.. polej jeszcze..". Gospodarz po raz kolejny napełnił kufel. "Ale to nie był troll, to był zwykły gob.."-"cicho!" przerwał krasnolud gospodarzowi. "To trolle, są wszędzie, tyle jeszcze ich do zabicia..". "Panie Feomathar, zapada już noc. Nie mamy wolnych pokoi, jednak niedaleko jest miasto, mój pachołek pana podwiezie". Łup! Krasnoludzia głowa opadła z hukiem na stół a pusty kufel potoczył się po podłodze. "Eh, Milo, pomóż mi!". Niziołek Milo i mężczyzna z dużym trudem wpakowali krasnoluda na wóz. Było po północy. Od miasta dzieliło ich 2 godziny drogi. Dotarli jeszcze przed świtem. Obszarpany Feomathar trafił do wygodnego łóżka w miejskiej tawernie. Z jego pokoju dochodziły dziwne dźwięki. Z bełkotu pijanego dało się zrozumieć tylko: 'Pieprzone trol......trolle!' Nastał świt. Z lasu wynurza się wysoka dumna postać. Zazwyczaj góry były jego kryjówką. Teraz dotarł do bardziej cywilizowanych miejsc. Za lasem rozciąga się widok na zielone pastwiska. Zaś za pastwiskami widnieje miejska brama. Krevan Piekielny Krzyk, tak zwie się mierzący ponad 2 metry ork, uczy się od urodzenia. Jego ojciec był wodzem plemienia Dzieci Deszczu. Po walce, w której ojciec zginął, Krevan wyruszył w podróż. Jego postać budzi grozę. Części zbroi odpowiednie rozmiarem z rożnych "zestawów". Najczęściej ściągane z trupów przeciwników. Szamańskie ozdoby - kły wilka na rzemieniu zawieszone na szyi, wymalowane sadzą na twarzy barwy wojenne. Niedzwiedzie i wilcze skóry jako przepaska biodrowa i narzuta na ramionach. Buty także wykonane ze skóry w rodzinnej wiosce - skóra niedzwiedzia owiniąta na nodze i powiązana rzemieniem wokół na całej powierzchni. Krevan od dawna nie zaznał luksusu. Długa tułaczka bardzo go osłabiła. Krajobraz nieznanego miasta malujący się przed nim wydaje się kuszący... Silne promienie słońca oznaczają iż jest ono już w zenicie. Jednak nawet tak duże światło nie przedrze się przez gęstą pokrywę lasu. Astraise pokonała bardzo długą drogę od czasu wypadku. Jako łowczyni udawało jej się przeżyć, jednak silne bóle głowy wciąż ją nawiedzają i nie dają spokoju. Kilka lat wstecz doznała silnego urazu. Straciła pamięć. Nie zna swojego pochodzenia ani rodziców. "Jest tu tak pięknie i spokojnie", westchnęła cicho elfka. "Co to..?". Szum liści zakłócił ciszę. Elfie uszy łowczyni są bardzo wrażliwe na wszelkiego rodzaju dźwięki. Poprawiła niesforne czarne włosy wciąż zwiewane na twarz przez wiatr i poczęła się skradać do miejsca skąd pochodził dźwięk. 'Może to jakiś zwierz'- myślała. Zrobiło się jeszcze ciemniej niż dotychczas. Otoczyły ją trzy postacie. "Co panienka robi sama w tak ponurym lesie?" -zachichotał jeden z mężczyzn. "Może poprowadzić panienkę do wyjścia?"-dodał drugi. Trzeci zaczął się do niej zbliżać. Astraise naprężyła łuk. Jednak nim zdążyła wycelować dopadł ją zbir czający się z tyłu. Rozpoczęła się szamotanina. Dziewczyna padła na ziemię. Jeden z nich siedział na niej zasłaniając jej usta dłonią. "Odsuńcie się, ja pierwszy!". Jego kompanie usunęli się w las. Nagle Astraise i oprawca usłyszeli krzyki. Jeden, drugi, trzeci głos wzywał pomocy. Po chwili zapadła cisza. Świst! Martwe ciało opadło bezwiednie na dziewczynę. Zbir miał skroń przebitą strzałą i zastygły wyraz przerażenia na ustach. Astraise odrzuciła z obrzydzeniem krwawiącego trupa. Uklękła na ziemi. "Nic ci nie jest dziewczyno?"-zapytał jakiś głos. Astraise spojrzała w górę. Stał nad nią wysoki umięśniony mężczyzna. Przenikliwe zielone oczy wpatrywały się w nią z troską. Mimo swojego wyglądu- rozczochrane ciemne włosy, kozia bródka, ogromne dłonie- wzbudzał zaufanie. Astraise zwróciła uwagę na piękne odzienie. Jednak nie chciała dłużej o tym rozmyślać. "Dziękuję ci panie, zabierz mnie stąd, nie mam już siły", powiedziała podając mu dłoń. "Nazywam się Teynor, a ty panienko?" zapytał pomagając jej wstać. "Jestem.. Astraise". Mężczyzna pogładził się po bródce i rzekł: "Niedaleko jest miasto, musimy wyjść z lasu, a niedługo tam dojdziemy. Miasto nosi nazwę 'Neighart'". Astraise poczuła ogromną ulgę. Podniosła swój łuk i dała się prowadzić Teynorowi... skomentuj (152) |
|
|||||||